PODZIEL SIĘ

Podobno, żeby się zabrać za spełnianie siebie zawsze jest dobra pora. A jednak myślę, że trochę  za późno się ocknęłam. Mam 37 i czuję, że droga, którą wybrałam prowadzi w ślepy zaułek. 

Jedna z moich wspaniałych polonistek podzieliła się z nami dwoma wierszami autorstwa Emily Dickinson, które wpłynęły na jej życie. 

Pierwszy brzmiał:

„Nie zwij dalekim, co osiągalne,
choćby Ci drogę zachód słońca przeciął.
Ani też bliskim, tego co sąsiednią,
ale bardziej niż słońce oddaloną rzeczą.”

A drugi:

„Odchodząc nie wie się, że się odchodzi.
Nie na serio drzwi za sobą przymykamy.
Los tymczasem zatrzaskuje rygle,
Bezpowrotnie za naszymi plecami…”

Te dwa wiersze jakimś dziwnym trafem wbiły się do mojej głowy i słyszę je w ważnych chwilach mojego życia.

Jest tak dzisiaj. 

Zaczęłam tańczyć 4 lata temu wierząc, że to moja daleka, ale osiągalna „rzecz”. Często miałam chwile zwątpienia, ale wierzyłam, że osiągnę cel. 

Dzisiaj mam wątpliwości. Kiedy patrzę w lustro, widzę pokracznie poruszającą się Panią (nie dziewczynę), która ma za bujne kształty, krzywe nogi i porusza się klockowato. 

Tak bardzo chciałam cofnąć wskazówki zegara i tańcem dotknąć świata piękna i klasy, którego częścią zawsze pragnęłam zostać.  A jednak moje ciało nie jest sprawne, nie chce się uczyć. Ku mojemu nieszczęściu spłynęła na mnie świadomość ograniczeń i ciału wtóruje umysł, który mówi – „nie zwij dalekim, co osiągalne”…. „no co ty przestań się oszukiwać: dla ciebie, to już nie osiągalne”.

Miałam kilku nauczycieli tanecznych. Zawsze, gdy dochodziło do zmian, bardzo je przeżywałam. Drobne z pozoru nieporozumienia, czy zdarzenia „zatrzaskiwały rygle za moimi plecami”. I chociaż próbowałam je otwierać, były naprawdę zamknięte. I wtedy znowu słyszałam wiersz. (O dziwo zmiany wychodziły mi na dobre).

Dzisiaj znowu stanęłam w miejscu, gdzie słyszę drugi wiersz. I czuję, że odchodzę od tańca. Nie chcę, ale to się dzieje. Jedyna różnica jest taka, że pierwszy wiersz ucichł.  

Czy to właśnie jest ta przerażająca dorosłość, kiedy uświadamiamy sobie, że nasze marzenia nie są planami, że na zawsze pozostaną tylko w myślach. Że zamiast nas uskrzydlać stanął się wyrzutem sumienia i powodem do zgorzkniałości. To nie chcę być dorosła.

I znowu spoglądam na swoją twarz. Mam na niej tę dorosłość: smutek, zrezygnowanie, zmarszczki i poszarzały wygląd… 

Tak więc czuję, że odchodzę… Jeszcze niedawno wydawało mi się, że spotkałam dziewczynkę, która czekała we mnie. Pozwoliłam jej tańczyć przez 4 piękne lata. Podporządkowałam jej pragnieniom cały mój świat. Wydawało mi się, że zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, żeby była szczęśliwa, a jednak się nie udało.

Jeszcze dobrze nie zaczęłam, a czuję że już muszę kończyć. Nie tak miało być. Jestem zmęczona i zniechęcona i wściekła na siebie, Naprawdę nie chcę, by te drzwi się zamknęły.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *